Rozdział I
Naprawdę nie miałeś się gdzie położyć?!- wydarłam się na chłopaka leżącego na ziemi. To jeden z naszych nowych gości hotelowych, których podobno w tym roku ma być wyjątkowo mało. Spotkaliśmy się tuż po śniadaniu, gdy wybierałam się pobiegać. To przez niego jestem tu dopiero teraz. Nie wywarł na mnie dobrego wrażenia... zbyt arogancki, zbyt pewny siebie. Jednym słowem - cham. Ale miał w sobie coś, co przyciągało uwagę... Wygląd. Jeżeli ktoś widział kiedyś anioła, to to musiał być on. Szelmowski uśmieszek, blond czupryna i te nieziemsko niebieskie oczy... ich odcień chyba nawet nie ma nazwy, jest po prostu jego. Na szczęście teraz były zamknięte. Chłopak ani drgnął. Podeszłam bliżej i szturchnęłam go wołając - Hej! złaź z drogi bo cię ktoś potrąci... - nadal nic. Było coś dziwnego w sposobie w jakim leżał... Zaczęłam przyglądać się jego sylwetce. Dość umięśniona klatka piersiowa sprawiała niepokojące wrażenie, ale zajęło mi jeszcze kilka sekund zanim zorientowałam się dlaczego. Nie unosiła się. Chłopak nie oddychał. Będąc świeżo po kursie pierwszej pomocy, który musiałam zdawać każdego roku momentalnie przystąpiłam do resuscytacji.30 uciśnięć i dwa wdechy, cała akcja jeszcze raz... sprawdziłam czy akcja serca powróciła.
Udało się!
Po chwili ocknął się. Zdezorientowany spojrzał swym przenikliwym wzrokiem na mnie, ciągle pochylającą się nad nim. - Eee, hej? - wyjąkał. - Nie ma za co - odburknęłam wstając. Już miałam pobiec dalej, gdy złapał mnie za nadgarstek. - O nie, tym razem mi nie uciekniesz. A tak właściwie, to co my robimy w lesie? - coś było z tym gościem nie tak. Pijany? Naćpany? Wszystko mi jedno, nie mam zamiaru się nim przejmować skoro już oddycha. - Co ty tu robisz nie wiem i nie chcę wiedzieć, ja natomiast mam zamiar pobiec na obiad. Cześć!. - Wyrwałam swoją rękę i po chwili byłam już daleko od wciąż siedzącego na ziemi chłopaka.
***
- rzucił zdenerwowany mężczyzna i wyszedł. Zaczęłam udawać, że w ogóle nic nie słyszałam, jednak nie wyszło mi to zbyt dobrze. Po nałożeniu sobie porcji z tego co zostało na szwedzkim stole uprzednio przygotowanym przeze mnie, czyli jednego pomidora i jogurtu, usiadł na krześle obok mnie. - Czuj się zaszczycona, że możesz obok mnie siedzieć. - znowu on. Nie wiem jak wytrzymam miesiąc jego pobytu tutaj. A skoro nawet ludzi z którymi przyjechał potrafi doprowadzić do takiej złości, to nie wiem jak ja mam to zdzierżyć. - Za takie zaszczyty to dzięki wielkie, kiedyś już jadłam w towarzystwie psów, więc twoja obecność to żaden szał. - dumna ze swojej riposty wyprostowałam się na krześle. - Słuchaj, nie mam pojęcia jak zaciągnęłaś mnie do tego lasu, ale wiem że mnie całowałaś. Miałem całą buzię umazaną błyszczykiem. - wyszeptał to ponad stołem i puścił mi oczko - Nie całowałam cię, tylko reanimowałam, a to już znaczna różnica... - zirytowana zaczęłam się podnosić - Jak to? - zapytał wyraźnie przestraszony - Biegałam po lesie i przewróciłam się o jakieś truchło, a okazało się że to ty. Nie oddychałeś, twoje serce nie pracowało, więc musiałam reanimować.
- Możesz oddać mi przysługę i nie mówić o tym nikomu? - Jasne - odparłam mało przejmując się tym, dlaczego tak bardzo zależało mu na dyskrecji. Dla mnie również było to dobre rozwiązanie, bo gdyby moi rodzice dowiedzieli się, że zostawiłam człowieka, który ledwie co odzyskał oddech, samego w obcym lesie... To już wolę milczeć - Dzięki. Za wszystko - uśmiechnął się i wyszedł, nawet nie tknąwszy swojej kolacji.