Rozdział IV
Siedzę na łące. Wokół rozlega się śpiew ptaków i delikatny szum drzew, rosnących w lesie za mną. Obok mnie siedzi Andi i szkicuje coś w swoim notesie, a ja obserwuję go. Po pewnym czasie znudzona cichą obserwacją kładę się na kocu i wpatruję się w niebo, które jest czysto błękitne. Welli zauważa, że jestem znudzona i przerywa swoje dotychczasowe zajęcie. Kładzie się obok mnie i delikatnie przysuwa się bliżej. Potem gładzi moją dłoń, ramię, szyję, aż dochodzi do twarzy. Podnosi się do pozycji półsiedzącej i zbliża swoją twarz do mojej... Chce mnie pocałować, a ja się nie bronię... - Aria wstałaś już? - ze snu budzi mnie wołanie mamy. Oh... nawet nie wiem, czy żałuję, że mnie wyrwała z "objęć" Andiego. Ale nie czas na rozmyślanie, dziś jest wielki dzień. Jedziemy do Monachium odwiedzić siostrę mojej mamy, która dodatkowo wysyła mnie na mecz Bayernu z jej synem Karlem. Nie mogę się doczekać... Karl jest zdecydowanie moim ulubionym kuzynem, najlepszym jakiego można sobie wyobrazić. Wie o mnie wszystko, a każdy problem jest dla niego błahostką. Nawet moi dawni przyjaciele nie dorównywali mu w żadnej ze spraw. Zadanie domowe? zrobił bez pytania na kiedy je potrzebuję. Nowe "ciacho" w szkole? zaraz pytał o wszystkie szczegóły. Zakupy? pytał tylko czy karta kredytowa ma wystarczający limit, czy też będzie musiał zostawić samochód w zastaw. Był też całkiem przystojny i nieraz żałowałam, że jesteśmy spokrewnieni. Dodatkowo oboje byliśmy fanami Bayernu i już od najmłodszych lat czekaliśmy na nasz pierwszy mecz na stadionie w Monachium. Niestety nigdy nie mogliśmy iść razem, więc każdy z nas swój mecz widział osobno. Wzięłam długi, zimny prysznic, ubrałam się w przygotowane wcześniej jeansy, turkusową koszulę w kratę i trampki. Gdy nadszedł czas pakowania się, kompletnie nie wiedziałam co powinnam ze sobą wziąć. Do torby wrzucałam różne napotkane w pokoju rzeczy: ładowarka do telefonu, mp4, okulary przeciwsłoneczne. Okej to są urodziny cioci, więc trzeba jakoś wyglądać na kolacji... myślę, że biała, koronkowa sukienka i szpilki na delikatnej platformie powinny być w sam raz. Teraz zestaw na mecz. Obowiązkową pozycją musi być szalik i koszulka Bayernu. Resztę załatwią adidasy i jeansy. Muszę jeszcze jakoś upchnąć do torby kosmetyczkę oraz aparat i gotowe. W sumie, to poszło lepiej niż się spodziewałam. Po obiedzie ruszyliśmy w drogę. Cały czas zastanawiałam się, jak to będzie na tym meczu... Nic specjalnego, pewnie że w meczu towarzyskim nie ma się czego spodziewać, ale nareszcie będzie to mecz z Karlem, którego nie widziałam od ponad roku. Gdy dotarliśmy na miejsce od razu rozpoznałam kanarkowo-żółty dom cioci. Mieszkała sama z Karlem, więc dom nie był zbyt duży, za to zaledwie 10 minut drogi od stadionu. Przywitaliśmy się z ciocią Helen, która oznajmiła, że Karl będzie za pół godziny i dołączy do nas już w restauracji. Szybko pobiegłam do łazienki i przebrałam się w sukienkę. Muszę przyznać, że wyglądałam całkowicie inaczej, jakoś obco. Sukienki to nie mój styl, ale dla wyższego dobra czasem je zakładam. Gdy wszyscy byliśmy już gotowi, pojechaliśmy do najlepszej restauracji w mieście. Zamówiliśmy jedzenie dla nas i dla Karla, który pojawił się dosłownie minutę później. Był tak samo wesoły jak zawsze, trochę bardziej opalony, niż pamiętałam. Wyściskaliśmy się i już po pięciu minutach zajadaliśmy pyszne owoce morza. - Co robiłeś przez ten rok, że się tak opaliłeś? na Skypie nawet nie zauważyłam, że jesteś teraz murzynem! - zaśmiałam się do kuzyna.- Bardzo śmieszne. To jeszcze z poprzednich wakacji w Turcji. Trochę słońca i zmieniłem się w raka na dwa tygodnie - dodał lekko zażenowany swoją trudnością z opalaniem. - Słuchaj, jest taka sprawa, że nie będziemy dzisiaj sami...- Twoja dziewczyna z nami będzie? Dlaczego ja o niczym nie wiem?- zapytałam z udawanym oburzeniem, nawet nie dając mu dokończyć zdania. - Nie będzie żadnej dziewczyny, a jakby była to zapewniam, że byś o niej wiedziała. Będzie mój kumpel... Tylko wiesz, on ma teraz trochę problemów i może ci się wydać trochę dziwny, ale serio nie ma się co przejmować. To super gość. - Spoko, mam nadzieję, że jest przystojny, bo z byle kim nie chcę się pokazywać - odpowiedziałam żartując. - Niejeden gej marzyłby o takim facecie... ale on woli dziewczyny, więc miej się na baczności - puścił mi oczko i dokończył swój deser, który kelner przyniósł w międzyczasie. - Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i do zobaczenia jutro - ucałowałam Helen w policzek i wyszłam z Karlem z restauracji. Mecz zaczynał się za godzinę, a ja miałam się jeszcze przebrać i zabrać aparat. Wychodząc z pokoju, w którym się przebierałam spojrzałam w lustro... Dziwne, ale miałam nadzieję wyglądać dobrze i spodobać się koledze Karla.
***
Usiedliśmy na wyznaczonych nam miejscach i czekaliśmy na rozpoczęcie meczu. Wiem, że meczu z Manchesterem United nie można było przegapić, ale być tu na stadionie, czuć tę atmosferę... coś cudownego. - Trochę się spóźnił, ale już jest - powiedział Karl wyrywając mnie z transu robienia zdjęć wszystkim zawodnikom znajdującym się już na murawie. - Cześć. Jestem Andi. - powiedział nieśmiało kolega Karla do moich pleców. O nie! Znowu ty? Nie chciałam się odwracać, ale nie było innego wyjścia. - Aria. - odpowiedziałam podając mu rękę i uśmiechając się delikatnie. - Okej. Skoro już się poznaliście, to trzymajcie dla mnie miejsce, a ja skoczę po coś do picia, bo strasznie tu gorąco. - Nie wiedziałem, że się znacie. Tym bardziej nie miałem pojęcia, że tu będziesz- zagadnął w moją stronę. - Mogę powiedzieć to samo o tobie. Karl to mój kuzyn. Skąd go znasz? - Spotkaliśmy się jakiś czas temu w szpitalu. Miał okropne poparzenie słoneczne i leżał tam przez kilka dni. Nie wiedziałem, że dziewczyny takie jak ty lubią piłkę nożną - powiedział z lekkim sarkazmem. - Owszem lubią i nawet wiedzą co to jest spalony. - Odparłam zirytowana, że Karla tak długo nie ma. Właśnie w tym momencie Andi zaczął szczerzyć się do telefonu. - Chyba jesteś na mnie skazana. Karl napisał, że musi wrócić do domu, bo włączył się jakiś alarm i że mam cię odwieźć. - Tylko nie to! Już wolałabym sama wyłączać ten alarm, niż tu z nim siedzieć. Bosko. Jedyny mecz na jaki mogliśmy razem iść spędzam z psychopatą. Po prostu super! - Nie musisz mnie odwozić, sama trafię. - Nawet nie próbuj mi odmówić, jestem za ciebie odpowiedzialny - powiedział całkiem poważnie. W tej samej chwili na boisku zawiązała się całkiem porządna akcja, której rezultatem był gol dla Bayernu. Przypływ adrenaliny. To jedyne wytłumaczenie dla tego co stało się po strzelonej bramce. Pocałowałam go. Wiem, że nie powinnam, ale zrobiłam to. Najpierw delikatnie, a gdy on odwzajemnił pocałunek, całkiem się w nim zatraciłam. Całowaliśmy się długo i namiętnie, jego ręce wędrowały wzdłuż mojej talii i pleców. Nawet nie wiem, kiedy zeszliśmy z trybun i skierowaliśmy się w stronę toalet. Napięcie między nami rosło. wskoczyłam na umywalkę, a on zamknął zamek drzwi. Podszedł do mnie i znów się całowaliśmy. Delikatnie pieścił moje ciało, a ja coraz bardziej go pragnęłam. Wtedy zadzwonił telefon. Musiałam odebrać, taka była umowa, że jak jestem na meczu, to zawsze odbieram. - Hej mamo, co tam? - starałam się odepchnąć zachłanne usta Wellingera od siebie. - Za pięć minut masz być w domu, zrozumiano? - rozłączyła się, nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Po tonie jej głosu zrozumiałam, że to nie żarty. - Muszę iść. Przepraszam, to nigdy nie powinno się zdarzyć. - powiedziałam delikatnie całując go i wychodząc z toalety.