czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział III

Przez cały tydzień nie widziałam żadnego z naszych gości. Mama oddelegowała mnie od robienia śniadań, więc nic nie trzymało mnie w domu. Całe dnie spędzałam nad wodą lub w lesie. Myślałam nad wszystkim co się wydarzyło, nad tym co wiem o Andim... właściwie nic. Gdzie mieszka, ile ma lat, co trenuje... Czemu tu jest? 

***

- Mamo! zaczekaj na mnie... - krzyknęłam ze schodów biegnąc po torebkę. Mama właśnie jechała do miasta po zakupy, a ja miałam nadzieję upolować jakąś promocję w sklepie sportowym. Uwielbiam to, że nie muszę jak inne dziewczyny ciągle się malować, a mimo to wyglądam całkiem nieźle. Dzięki temu swoje oszczędności zamiast na kosmetyki, mogę wydać na nowe buty do biegania, dres, pulsometr lub inne niezbędne mi rzeczy. Po niecałych 10 minutach jazdy zaczęłam swoje małe przesłuchanie - Odebrałam wczoraj pocztę. Przyszły rozliczenia i tata pozwolił mi je sprawdzić. Kim są nasi goście i dlaczego płacą za cały hotel, a nie tylko za swoje pokoje?- chyba trochę za ostro, bo przez twarz mamy przeszedł wyraźny cień strachu. - To nic takiego. Chcieli trochę prywatności, a im mniej gości, tym lepiej dla ciebie. Więcej wolnego, mniej pracy... Wreszcie prawdziwe wakacje - uśmiechnęła się sprawdzając, czy kupiłam jej odpowiedź. - Okej, w sumie to nie przeszkadza mi to. Jeden z gości jest twoim pacjentem, prawda? - Skąd wiesz? - Dlaczego mi nie powiedziałaś, że znowu pracujesz? - spytałam z wyrzutem - To nie tak. On jest jedynym pacjentem. Potrzebuje specjalnej terapii, jego trener przedstawił bardzo mocne argumenty, dlaczego to ja powinnam się nim zająć, więc po kilku konsultacjach zgodziłam się. - Czy on jest niebezpieczny? - Kto taki?- zapytała mama z uśmiechem - Andreas - odpowiedziałam spuszczając wzrok. Nie wiem, czy powinnam wiedzieć kim on jest, skoro leczy się psychicznie. - Znasz go? No tak, przecież to twój rówieśnik, a na dodatek idol wielu nastolatek i nie tylko... A jeżeli jest niebezpieczny, to nie dla ciebie, ani dla mnie, ani nikogo innego. - A dla siebie? - zapytałam ale mama odpowiedziała tylko - Już jesteśmy, spotykamy się przy samochodzie za godzinę. - I odeszła w stronę sklepu. Przejrzałam szybko nową kolekcję wkładek stymulujących ułożenie stopy w trakcie biegu, ale nie znalazłam nic odpowiedniego. Wyszłam ze sklepu i poszłam na krótki spacer. Słońce nie dawało mi spokoju, więc usiadłam na ławce w parku tuż obok stawu. Obserwowałam trzy małe kaczki ścigające się po lustrze wody. Wiatr delikatnie kołysał trzciny porastające brzeg stawu. Lekko znużona zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Z dumą mogę powiedzieć, że kocham miejsce, w którym mieszkam. Chyba nie ma nic cudowniejszego, jak spokój który mnie otacza. - Hej ślicznotko, nie śpij bo cię okradną - otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz Andiego, zaledwie kilka centymetrów od mojej - Jakby jeszcze mieli z czego - odpowiedziałam próbując jak najbardziej odchylić głowę do tyłu. Przeraża mnie ten koleś, ale skoro mama mówi, że nie mam się czego bać, to pewnie tak jest. - A co jakbym ukradł ci pocałunek? Chyba że jest nic nie warty, to faktycznie nie masz się czego obawiać - zaśmiał się z własnego żartu, ale mi nie było do śmiechu. Przecież on faktycznie mógł to zrobić... - Mogę się przysiąść, czy to ławka wyłącznie dla śpiochów? - kolejny napad śmiechu, który coraz trudniej było mu opanować - Pewnie, siadaj-opowiadaj. - Co? - Tak się tutaj mówi. Jak ktoś się do ciebie przysiada musi opowiedzieć coś o sobie. Co robi, skąd jest, czemu chce z  tobą siedzieć, cokolwiek. - miałam nadzieję, że nie wyczuje tego kłamstwa, ale to był jedyny sposób, w jaki mogłam się czegoś o nim dowiedzieć. - Siedzę, pokój 205, zmęczyłem się. - Co? - teraz ja nie zrozumiałam sensu jego wypowiedzi. - Odpowiadam na twoje pytania. Masz jeszcze jakieś? - zapytał z dość zabawnym akcentem - Ile masz lat, co trenujesz, czemu  miałam nikomu nic nie mówić? - to jedyne co mi przyszło na myśl. Pytań było znacznie więcej, ale nie wiedziałam, czy odpowie szczerze. - 18 i jedenaście miesięcy, jeden ze sportów zimowych, ale kocham wiele sportów. A co do tego, to już ci podziękowałem, więc chyba nie ma do czego wracać. Teraz twoja kolej. Pytania bez zmian. - Też 18 i jedenaście miesięcy, biegam i nie powiedziałam, bo o to prosiłeś. Jednak wciąż nie wiem, czy czasem twój trener nie powinien o tym wiedzieć, bo skoro trenujesz, to może być ważne... - Nie - przerwał mi - to nic takiego, po co go martwić. Muszę już iść, a ty lepiej uważaj, bo następnym razem mogę się nie powstrzymać przed kradzieżą. - Odszedł uśmiechając się, a ja zarumieniona, po kilku minutach ruszyłam na spotkanie z mamą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz