Całą noc nie spałam, zastanawiając się, co on tu właściwie robi. Wieczorem mama zrobiła mi wykład na temat mojego biegania. Konsekwencje jakie niesie ze sobą kontuzja, to że nie powinnam zaczynać tak wcześnie, bo tylko pogorszę swój stan itp. Wściekła szybko wyszłam z gabinetu mamy i wpadłam na niego. Czekał, pewnie tuż po spotkaniu z mężczyzną, który na niego nawrzeszczał. - Hej, uważaj bo znowu będę potrzebował pomocy - uśmiechnął się zalotnie. - Sorry -wyszeptałam obojętnie i ruszyłam w stronę schodów. Coś nie dawało mi spokoju. No tak, czekał na wizytę u mojej mamy, która jest psychologiem. Wiedziałam, że jest chory!! Musiał być, bo jak inaczej wytłumaczyć jego zachowanie? Rano wstałam wcześniej, żeby się trochę rozgrzać. Potem przygotowałam śniadanie dla gości i ruszyłam w las. Bieg jest tym co kocham najbardziej. Nic nie może się równać z euforią towarzyszącą na mecie. Mam tu swoją stałą trasę, prowadzącą przez prawie kilometr brzegiem rzeki, a potem skręca gwałtownie w prawo i wiedzie na wzgórze. Tam zawsze robię pół godzinną przerwę. To taki mój azyl. Zawsze jak jestem zła, albo nie mam ochoty na nic tylko leniuchowanie, wzgórze jest jedynym miejscem gdzie mogę schować się przed rzeczywistością. Rozciąga się z niego wspaniały widok na cały kompleks hotelowy, wolno płynącą rzekę i dolinę, w której znajduje się dziwny budynek. Mieszkam tu już sześć lat i nigdy nie zajrzałam do środka. Chyba się boję. Biegnę powoli, chyba mimo wszystko mama ma rację i nie ma co się przetrenować. Gdy jestem zaledwie kilkanaście metrów od wzgórza zauważam kogoś. Przystanęłam, żeby lepiej się przyjrzeć. Siedzi dokładnie tam, gdzie ja zawsze to robię. Intruz. Nie mam zamiaru się wracać, w końcu to moja trasa! Postanawiam, że pobiegnę dalej, a przerwę zrobię już gdzieś bliżej domu. - Już myślałem, że dziś nie biegasz.- usłyszałam głos intruza. To znowu on. Prześladowca? Niewątpliwie coś w tym jest. - Cześć. Jednak biegam. Zawsze to robię. - Odwrócił się w moją stronę i zapytał - Usiądziesz, czy bijesz rekord? - usiadłam rozbawiona. Siedzieliśmy tak wpatrując się w rzekę, gdy zapytał - To jak masz na imię? Powinienem wiedzieć jak nazywa się mój ratownik. - Aria. A ty? Chyba mam prawo wiedzieć kogo ratuję? - Andreas. W sumie, to mów mi Andi. Wszyscy tak robią. - uśmiechnął się delikatnie ukazując nieskazitelną biel swoich równych zębów, a jego wzrok spoczął na moich ustach. - Co to był za facet, który tak wjechał wczoraj na ciebie? - zapytałam. - To tylko trener. Nikt specjalny, ciągle łapie spine jak wrócę tylko minutę później, niż mi pozwolił. Chyba boi się, że zwolnią go za każde moje spóźnienie... bez sensu. - odpłynął myślami gdzieś daleko, nie zabierając mnie ze sobą. - O czym tak myślisz? - Może wyda ci się to dziwne, ale zastanawiam się, co robiłaś wczoraj w gabinecie doktor Braun. Też jesteś jej pacjentką? - że co?! Ja pacjentką jakiejś Braun? Przecież to gabinet mojej mamy... Przecież ja nazywam się Braun. Dziwnie słyszeć coś takiego o swojej mamie "doktor Braun". To zawsze była tylko mama. Ale chwileczkę, to ona wróciła do zawodu? Podobno była dość dobra i pracowała ze sportowcami, ale zakończyła karierę po załamaniu nerwowym jakiegoś piłkarza, którego nie udało jej się uratować. - Nie, ja tylko z nią rozmawiałam. A tak nawiasem, to moja mama. - Czekałam na jakąś reakcję. Nic. Jeszcze bardziej zagłębił się w swoje myśli. - Chyba powinnaś już biec, robi się późno. Do zobaczenia jutro. - wyprosił mnie z mojego własnego miejsca! - Cześć. - mimo wszystko wolałam zapytać mamę, o co chodzi, więc pobiegłam do domu. Intryguje mnie ten koleś. Jeszcze go rozgryzę, zobaczycie!
Zaczynam czytać, zapraszam do mnie XD
OdpowiedzUsuńhttp://badforevergirl.blogspot.com/2014/03/bohaterowie.html
Nie wiem dlaczego ale wersja że Andreas jest chory bardzo mnie rozśmieszyła, no ale Wellinger sam dał jej do zrozumienia że coś z jego główką jest nie tak. Ale i tak zastanawiam się co robił w lesie Welli nie przytomny.
OdpowiedzUsuńWyprosić dziewczynę z jej własnego ulubionego miejsca, po prostu szczyt chamstwa. No i już wiemy dlaczego Welli chodzi do mamy Arii.
Pozdrawiam i całuje
Werooooo....
Serdecznie zapraszam wishyouwerehereaw.blogspot.com