wtorek, 6 maja 2014

Rozdział V  

 

-Coś się stało? - wychrypiałam zmęczona biegiem w stronę mamy, która czekała na mnie na werandzie. - Problemy w domu, jeden z naszych gości zniknął bez słowa i musimy wracać. Wiem, że ten weekend miał wyglądać inaczej, ale jakoś to wam wynagrodzimy. - Nie ma sprawy, przecież to nie wasza wina, że musimy wracać. - chyba chciałam to jakoś usprawiedliwić w imieniu mamy przed samą sobą. Kto wie do czego by doszło, gdyby nie zadzwoniła. - Karl przyjedzie do nas pod koniec wakacji. Spędzicie razem trochę więcej czasu niż dziś na meczu. Tak właściwie, to gdzie on jest? - Jak to gdzie? - zapytałam lekko skonsternowana. - No nie wróciliście razem... Myślałam, że cię odwiezie do domu - Ahhh, tak... chciał, ale powiedziałam mu, że sama trafię, a on ma obejrzeć mecz i wszystko mi opowiedzieć.- No pięknie! Karl mnie wrobił i przez niego musiałam kłamać własnej matce... Oj doigrasz się, a ty Wellinger razem z nim. Andi! przecież on tu jest i to przez niego musimy wracać... Wiedziałam, że psychopaci są zdolni do wszystkiego, no ale żeby aż tak?! - Ok, więc wszystko jest już spakowane, ciocia została jeszcze w restauracji z jakimiś dawnymi znajomymi. No to w drogę! - Cały czas udawałam że śpię, a faktycznie gorączkowo myślałam nad tym co się stało i nad tym co się stanie jak już dotrzemy do domu. Przecież jego trener już dawno mógł zadzwonić na policję, wszyscy go szukają, a on urządza sobie wycieczkę do Monachium... To jest chore!. Na takich rozmyślaniach minęła mi cała droga. Podejrzanym wydało mi się, że pod hotelem nie stał żaden radiowóz i wszyscy jakby żyli własnym nieświadomym niczego życiem. Pracujący w recepcji John powiedział matce, że wszystko to tak jakby fałszywy alarm i "zguba" wróciła trochę później z miasta. Na jej twarzy było widać znaczącą ulgę, a po chwili odpowiedziała, że jak tylko "młody" się obudzi, dostanie swoją karę. Nie mogłam przegapić tego jak będzie się tłumaczył, więc prawie dwie godziny koczowałam w pokoju przyległym do tymczasowego gabinetu mamy. Zmęczona zaczęłam zastanawiać się, czy to kiedykolwiek nastąpi, a jeśli tak, to czy będę w stanie cokolwiek usłyszeć. Wtedy przypomniałam sobie o otworze w ścianie, który kiedyś wywiercił tata chcą zawiesić jakiś obraz, z którego ostatecznie zrezygnował. Hmmm jakieś pół metra od okna, tylko na jakiej wysokości? Od czasu genialnych pomysłów taty trochę urosłam, więc nie mogę się zdawać na mój "niższy" przelicznik wysokości. Przez kilkanaście sekund wlepiałam wzrok w ścianę, jednak niczego nie mogłam zauważyć. Pewnie dziura już dawno została załatana, a ja nawet nie zwróciłam na to uwagi. Zrezygnowana usiadłam na kanapie po przeciwnej stronie pokoju i jeszcze raz spojrzałam na ścianę. Ku mojemu zaskoczeniu ze ściany wydobywał się malutki strumyk światła. W gabinecie mamy nie ma okien, więc za każdym razem gdy tam jest zapala światło. Lekko zaskoczona własnym szczęściem, podeszłam do otworu, który okazał się wystarczająco duży, żebym mogła widzieć biurko i fotel dla pacjenta. Po raz pierwszy dziękowałam tacie za jego "zdolności" majsterkowicza. Na fotelu siedział zaspany Andi, a mama chodziła nerwowo po pokoju. Chyba faktycznie przejęła się tym, co mogło mu się stać. A może już wiedziała o tym, że Andi był wtedy ze mną? - Uspokoisz się? - zapytał najwyraźniej zirytowany pielgrzymką, jaką mama urządziła sobie w pokoju. - Uspokoisz? Oszalałeś? - zapytała z kpiną - Czy ty zdajesz sobie sprawę, co mogło ci się stać? Wyobrażasz sobie jak ja się o ciebie martwiłam? Wiesz ile poświęcam dla ciebie tego lata? Ile poświęcam dla niej... - nastała jakby niezręczna cisza, której nijak nie mogłam przerwać. Zaciekawiło o mnie o kim mówi mama, ale Welli najwyraźniej doskonale wiedział o kogo jej chodziło. - Wiem i przepraszam. Właśnie takiej odpowiedzi oczekiwałam, ale najwidoczniej dla ciebie to jeszcze za wcześnie. Zastanawiam się tylko, czy ty masz zamiar kiedykolwiek przestać robić z siebie ofiarę i spojrzeć na innych. - Tak jej zdenerwować to nawet ja nie potrafię. Ba! nawet ja, tata i rodzina taty razem wzięci. Oj Andi... przeskrobałeś sobie i to ostro, a naj... - Lepiej zapytaj Arię co tak naprawdę wczoraj robiła. - Wellinger! jak ty śmiesz. Nie dość, że przerwałeś mój monolog wewnętrzny, to jeszcze chcesz mnie pogrążyć? A może siebie, albo Karla? Po tym co powiedział po prostu wstał i wyszedł, zostawiając mamę w całkowitym szoku. - Arię? ale o co mu chodzi? - zaczęła mówić do siebie. Jest źle. Zawsze gdy to robi, są tego niemiłe konsekwencje i to zawsze dla mnie. Czułam, że powinnam się ulotnić z tego pokoju jak najszybciej. Wychodząc złożyłam sobie dwie obietnice. Pierwsza: szuja zapłaci za to co powiedział. Druga: dowiem się kim jest ta tajemnicza kobieta, o której mówili. Niestety zamyślenie nie działa na moją korzyść, bo przy drugiej obietnicy wpadłam na mamę, która momentalnie wciągnęła mnie do swojego gabinetu na "małe przesłuchanie".



---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za przerwę jaką sobie urządziłam (choroba, święta). Dziękuję za wszystkie miłe komentarze i obiecuję, że postaram się wziąć do roboty :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz