poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział VI


- No kochanie, to teraz mi opowiedz jak ci się podobało na meczu. Wiem, że bardzo chciałaś obejrzeć go z Karlem, ale trochę się pokomplikowało... - spokojna mama. Trochę smutna, ale jednak spokojna. Nie tego się spodziewałam po jej rozmowie z Wellingerem, ale cóż, dopóki nie płacę za jego głupotę ten układ mi pasuje. - Emm... no meczu wiele nie widziałam, bo trochę to trwało zanim piłkarze wyszli z szatni, dokończyli rozgrzewkę na płycie stadionu, ustawili się na swoich pozycjach i , a co ja ci tam będę tłumaczyć i tak nie zrozumiesz. No, więc widziałam bramkę, którą strzelił nasz kochany klub. Mówię ci, dawno się tak nie cieszyłam. Potem Karl gdzieś zniknął w poszukiwaniach hot-dogów, bo pomimo kolacji nadal był głodny. Tak się zastanawiam, czy on w ogóle zdążył coś zjeść, no bo przyjechał tak późno, a wyjść musieliśmy wcześniej, więc może nie najadł się tym co mu zostawiliśmy. - Chciałam kontynuować, ale widziałam ten wszechwiedzący, podejrzliwy i nader spokojny wzrok mamy, która wręcz próbowała mnie nim prześwietlić. - Maleńka... Ja wiem, że coś kręcisz. - no i masz! udało jej się. Jak zawsze. Wiem, że jak jestem zdenerwowana, a jestem strasznie, to zaczynam gadać co mi ślina na język przyniesie, choć z reguły jestem dość cichą osobą. - Ja? no skąd! Po prostu dzielę się swoimi przeżyciami z najwspanialszą osobą na świecie... - myślę, że trochę wazelinki powinno załatwić sprawę. - Tyle razy mówiłaś mi, że nic o sobie nie mówię, nie opowiadam jak w szkole, to teraz staram się nadrobić. - Kotek, słoneczko ty moje jedyne... ale Bayern nie strzelił wczoraj żadnego gola! Sprawdziłam wyniki i przegrali 0:1. W dodatku dopiero w drugiej połowie, czego rzekomo nie mogłaś widzieć - co!? przecież widziałam, byłam tam! O nie! więc ta cała euforia, to co zdarzyło się wczoraj... to wszystko pod wpływem emocji z wyimaginowanego gola? Coś czuję, że to nie skończy się dobrze, a to wszystko dzięki wspaniałomyślności Andiego. - Hej, nie powiesz nic? Żadnego komentarza, próby usprawiedliwienia się? - czeka. Najwyraźniej moje szeroko otwarte usta wszystko zdradziły. Myśli, że coś powiem, ale ja wiem, że skrucha chociażby udawana załatwi sprawę. - Ok, nie będę pytać co tak naprawdę wczoraj robiłaś, ale wiem, że Karl był tylko przykrywką. Jedyne o co cię proszę, to żebyś nie robiła głupstw. Martwię się o ciebie, a zmartwień jest coraz więcej i więcej.... . A w nagrodę, za tak piękne zachowanie u cioci dostajesz pomoc kuchenną. Przyda ci się, na wypadek gdybyś chciała o czymś ze mną porozmawiać, będziesz miała więcej wolnego czasu. Andreas zaczyna od dzisiejszej kolacji, więc nie bądź dla niego zbyt surowa, bo to prawdopodobnie pierwszy raz, jak nie będzie robił czegoś ponad swoje dotychczasowe obowiązki. - Ale ja sobie świetnie radzę! Przecież i tak gości jest tylko kilkunastu, wszystko robię na czas - próba sprzeciwu z mojej strony może zostać źle odebrana, więc argumenty muszą być delikatne ale celne. - Oczywiście córeczko, że sobie radzisz, ale widzę, że brakuje ci energii. Już nie biegasz tak często, jak chociażby na początku wakacji. - Ale mamo, jak on, ten Andreas czy jak mu tam będzie mi pomagał, to zabierze mi część dochodów, a wiesz jak bardzo potrzebuje kasy na sprzęt itd. .... Co do biegania to masz rację, ale to dlatego, że stosuję się do zaleceń lekarza i nie wolno mi się przetrenować w pierwszych tygodniach po wyleczeniu kontuzji. - Dobrze, już dobrze. Andi nie dostanie nic za pomoc... To forma jego rekreacji i działalności charytatywnej na rzecz naszego hotelu. Idź już lepiej się prześpij, bo sińce pod tak pięknymi oczami wyglądają okropnie. - pogodziłam się z faktem, że jestem na przegranej pozycji. Jak mama coś postanowi, to tak już jest. Zrezygnowana wstałam z fotela i udałam się w kierunku drzwi. - A i jeszcze jedno - zaszczebiotała niewinnym głosikiem mama - Lepiej nie mów ojcu, że nie uważasz go za najwspanialszą osobę na świecie, bo się chłopak załamie... - obie wybuchnęłyśmy serdecznym śmiechem. Poszłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam dres. Nie wiedziałam, czy chce mi się spać, ale widok mojej twarzy mówił sam za siebie. - Mama ma zawsze rację - mruknęłam do siebie, widząc umęczone odbicie lustrzane. Niewiele myśląc rzuciłam się na łóżko i już po chwili pogrążyłam się w błogim śnie. 

***
Obudziłam się niewiele przed 17.30... co za pech, że nie mogę sobie jeszcze pospać, no ale praca to praca. Nie płacą mi tutaj za spanie. Szybko wstałam, poszłam się trochę odświeżyć i w samym ręczniku wyszłam z łazienki, stając przed szafą wypełnioną moimi ciuchami. Nie wiedziałam co powinnam na siebie włożyć, jednak w końcu zdecydowałam  się na białe szorty i luźną błękitną tunikę. Już miałam zrzucić z siebie okrycie, jednak coś nie dawało mi spokoju. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze znajdującym się na drzwiczkach od szafy. Omal nie dostałam zawału, gdy zobaczyłam, że na łóżku siedzi Welli i w najlepsze sobie na mnie patrzy. - Mmmm takie widoki to ja lubię... - wymruczał w moim kierunku. - Co ty tu do jasnej cholery robisz? - wysyczałam przez zaciśnięte zęby, jak jakaś żmija, która tylko czeka kiedy ukąsić. - No cóż, pomyślałem, że moglibyśmy dokończyć to, co zaczęliśmy w Monachium... Sądzę, że podobało ci się. Prawda? - zapytał robiąc niewinną minkę, po czym na jego twarz wpełzł ten nieznośny łobuzerski uśmiech, od którego tracę kontrolę nad swoim organizmem. Wellinger położył się na łóżku robiąc troche miejsca i znów zaczął mruczeć, a moje ciało przeszyły dreszcze - No chodź tu do mnie... Chyba musimy porozmawiać. 


________________________________________________________________________


Serdecznie przepraszam za przerwę, ale choroba nie wybiera. Mimo wszystko dla mojej najwspanialszej mamy na świecie, wszystkiego najlepszego ;* Sto lat również dla innych mam :)

Mam przeogromną prośbę. Jeżeli ktokolwiek czyta, niech zostawi po sobie jakiś, chociażby drobny komentarz :D Buziaki :* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz